wtorek, 29 listopada 2016

Pierwszy śnieg!


Hej! ♥

W Krakowie czuć już powoli zbliżającą się wielkimi krokami zimę. Wczoraj spadł pierwszy śnieg, i na prawdę teraz już nie mogę doczekać się świąt. Kiedyś was zanudzę tym gadaniem o Bożym Narodzeniu, ale to jest mój ulubiony czas w roku. Uwielbiam rodzinne spotkania przy stole, obżeranie się pysznymi daniami bez końca, prezenty dawane od serca, choinkę, wszystkie te dekoracje, łańcuchy, lampki, witrażyki! 
Czy jest ktoś kto nie lubi świąt i zimy? Biały puch otulający miasto dodaje mu wyjątkowej atmosfery. Mróz szczypie w nos, uszy i policzki, z szafy wyciągamy kozaki i płaszcze, grube szaliki. Nie wiem czemu, ale bardzo lubię zimę. Kiedy nadchodzi ta pora roku mój organizm zupełnie przestawia się z jesiennej depresji, mimo, że dni są coraz krótsze, jest coraz zimniej, a słońca prawie nie wcale nie ma. Wolę taką pogodę, niż melancholijny nastrój jesiennych, deszczowych dni przepełnionych nudą. Zimą wszystko jest takie... inne.
Jak spadnie więcej śniegu chcę wybrać się na krótki spacer, bo zaśnieżony krajobraz miasta jest na prawdę przepiękny. Kiedy do tego dojdą świąteczne dekoracje będzie jeszcze cudowniej. Już nie mogę się doczekać! Na razie jednak próbuję przeżyć ten tydzień, bo jak wspominałam wam ostatnio w każdy dzień mam sprawdzian. Po poniedziałkowym teście i kartkówce z niemieckiego jestem bardzo zadowolona, bo dostałam z nich 5 i 4. Teraz czeka mnie już tylko wok, działalność zawodowa i o zgrozo - matematyka. Proszę trzymajcie kciuki!

Pozdrawiam ciepło,
Rose ♥
7

sobota, 26 listopada 2016

Za dużo wszystkiego.


Obowiązki - każdy z nas ma jakieś. Nauka, sprzątanie, praca, dbanie o dom, gotowanie obiadów, zajmowanie się pupilem. A co jeżeli jest ich zbyt dużo? Kiedy rzeczywiście zbierze ich się masa bywa ciężko. Zabija także rutyna, robienie w kółko tego samego, bo oprócz obowiązków trzeba też znaleźć czas na przyjemności. Jeżeli wykonuje się w kółko to samo, zapominając o sobie, swoich znajomych, swoim hobby, to bardzo łatwo złapać "złe humorki". Czujemy się wtedy tak bardzo przytłoczeni wszystkim, że nie chce nam się zupełnie nic. 

Moim doskonałym przepisem na walkę z takim stanem jest dokładna organizacja czasu. Każdy sprawdzian, kartkówkę i zadanie długoterminowe dokładnie zapisuję w zwykłym kalendarzu w telefonie. A dzięki widżetowi na ekranie głównym zawsze kontroluję, co akurat czeka mnie w bieżącym tygodniu. Dodatkowo moje obowiązki na dany dzień zapisuję w aplikacji Any.do. Notuję dokładnie, co mam zrobić - posprzątać, wyczesać kota, iść po siostrę do szkoły, zrobić zakupy itp. Szybkie spojrzenie na telefon i wszystko mam pod kontrolą! Czasem mam jednak wrażenie, że to za dużo, że nie umiem podołać wszystkiemu.  Staram się pamiętać, że nie wolno dać się stresowi i przekonaniu, że nic mi nie wyjdzie. W nadchodzących dwóch tygodniach czekają mnie same sprawdziany. Zamiast myśleć, że nie dam rady, zakasuję rękawy i skrupulatnie rozplanowuję sobie naukę na każdy dzień. Pamiętajcie, że wszystko da się zrobić, jeżeli nie samemu to z drugą osobą. Bliscy zawsze chcą nam pomóc. Czasem wystarczy tylko zwykła rozmowa, warto powiedzieć komuś, co leży nam na sercu, co nas męczy. Na pewno usłyszymy słowa otuchy i być może propozycję pomocy. A jeżeli coś nam nie wyjdzie, o czymś zapomnimy to pamiętajcie, że po każdej burzy wychodzi słońce, a czasem nawet tęcza! Uśmiech i do przodu!

Pozdrawiam,
Rose♥
0

Tylko jedno słowo!


Cześć ♥
Dzisiaj przygotowałam dla kilka pytań, na które odpowiem tylko jednym słowem. Jak wiecie bardzo lubię takie posty, bo pozwalają one czytelnikowi poznać bliżej autora. Zapraszam do lektury! 


Twój chłopak?
Najukochańszy.

Ostatni sen?
Zapomniany.

Twoja przyjaciółka?
Niczym siostra.

Pokój w którym przebywasz?
Mój.

Twój były?
Pomyłka.

Miłość?
Pod dostatkiem.

Przyszła praca?
Pasja.

Szkoła?
Męcząca.

Muzyka?
Nastrojowa.

Twoje łóżko?
Puste.

Religia?
Zbędna.

Lato?
Zbyt krótkie.

Książka?
Historyczna.

Twój telefon?
Powolny.

Twoje zajęcia?
Interesujące.

Twoje życie?
Idealne.

Twoje ubrania?
Eleganckie.

Zeszła noc?
Samotna

Plany na przyszłość?
Szczęście.

Strach?
Walczę.

Rodzice?
Najlepsi.

Pozbywasz się...
...zbędnych rzeczy. 

Bałagan...
...demotywuje.

Myślisz...
...o przyszłości.

Idziesz...
...zawsze na przód.

Jesteś...
...zawsze sobą.


1

piątek, 25 listopada 2016

Black Friday!


Cześć♥,

Wczoraj był czarny piątek, a więc czas szalonych wyprzedaży. W Ameryce ludzie już od 5 rano stali w kolejkach przed sklepami. U nas jednak przebiegało to nieco spokojniej. Wiele sklepów miało jakieś promocje, to fakt. Ale zazwyczaj było to coś w rodzaju "kup 2, dostaniesz 1 gratis", lub -10, -20% na wybrane artykuły. Jedynie sklepy większych, zagranicznych marek np. Sephora, kusiły promocjami na cały asortyment. 
Wiadomo, że kobieta ze sklepu nigdy nie wyjdzie z pustymi rękoma, prawda? To jakże ja mogłabym nie skorzystać z kilku kuszących propozycji, tym bardziej, że zbliża się 6 grudnia. Wczorajsze zakupy w 80% składały się z prezentów dla najbliższych, niektóre z nich mogę wam pokazać.
Zacznę jednak od tego, co sama dla siebie kupiłam:

1.Paletka Sleek I-divine goodnigth sweetheart. 
Korzystając z promocji -20% w Sephora kupiłam tę cudną paletkę. Pigmentacja jest dobra, cienie lekko się osypują, ładnie się blendują. Kolory są fajnie skomponowane - właśnie takich mi brakowało.


2. Zapas ulubionych maseczek.
Te niebieskie z rossmanna - moje ulubione! Czarna z Bielendy kupiona na wypróbowanie (kiedyś już jej użyłam, ale trzymałam ją za krótko, bo bałam się, że wysuszy twarz). Plus oczywiście były na promocji.

3. Żel do mycia twarzy Garnier.
Użyłam już raz. Wrażenia? Śmierdzi alkoholem, jednak swoje zadanie spełnia w 100% - matuje, zamyka pory, oczyszcza.

Teraz prezenty dla najbliższych:

4. Niebieski, uroczy powerbank.
Kupiony z mediamarkt w śmiesznej cenie, jednak swoje zadanie, sądząc po opiniach, spełniać będzie doskonale. Prezent dla osoby, która zawsze skacze po klasie z ładowarką, szukając wolnego gniazdka.

5. Ramka na zdjęcie - jako dodatek do jednego z prezentów.
Ładna, czarna, bardzo elegancka. Zamieszczę tam jedno z moich ulubionych zdjęć i podaruję bliskiej mi osobie.




Nie mogę pokazać reszty, bo zepsułabym niespodziankę. Na mojej mikołajowej liście zakupów pozostał już tylko kilogram mandarynek i słodycze do popakowania do torebek.

A wy skorzystaliście z Black Friday? A może u was były lepsze przeceny? 
Piszcie śmiało w komentarzach.

Pozdrawiam,
Rose♥

5

wtorek, 22 listopada 2016

List w przyszłość.


Pamiętacie, kiedy ostatni raz pisaliście jakikolwiek list? Ja osobiście robiłam to dawno, dawno temu, jeszcze w podstawówce. Maile, smsy i wszechobecny dostęp do tzw. instant messaging już na dobre wyparły tradycję pisania listów. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach łatwiej siąść przed komputerem i zostawić komuś wiadomość, którą może przeczytać natychmiast. A co by było, gdyby napisać list do samego siebie... z przyszłości. Uważam to za bardzo dobry pomysł, miło będzie usiąść za parę lat i przeczytać o tym co wtedy było dla mnie ważne, czym się zajmowałam, co lubiłam, a czego nie. 

Droga Joanno z przyszłości,
Nie wiem czy jeszcze pamiętasz, ale 10 lat temu na swoim blogu napisałaś list adresowany do samej siebie, który właśnie trzymasz w ręce. Jesteś zdziwiona, że pisałaś bloga? Nie przejmuj się, teraz też jeszcze nie do końca oswoiłam się z tą sytuacją. Twój blog powstał jako wynik nudy, z potrzeby zapchania wolnego czasu. Do jego założenia namówił Cię twój chłopak - P. Mam nadzieję, że nadal wam się dobrze układa. Powiedz mi proszę, czy dalej nie przepadasz za matematyką. Pamiętasz jeszcze te wieczory, gdzie wyrywałaś włosy ze strachu i stresu, ucząc się na kolejne sprawdziany? Myślę, że udało Ci się zdać maturę ze stu procentowymi wynikami, teraz pewnie jesteś już po studiach. Czy kontynuujesz zawód wybrany w technikum? Strasznie mi się on podoba i jednym z moich marzeń jest spełnianie się w nim w przyszłości...
Kiedy piszę ten list jest 22 listopada 2016 roku, co oznacza, że szybkim krokiem zbliżają się święta. Będzie to pierwsze Boże Narodzenie spędzone z P., długo wybierałam prezent, bo trudno było znaleźć coś praktycznego, co mu się rzeczywiście przyda. Tak jak zwykle nie mogę doczekać się pierwszego śniegu, choinki, wigilii... Czy dalej tak bardzo lubisz święta? Mam nadzieję, że tak! I że dalej myślisz, że Boże Narodzenie to najpiękniejszy czas w roku.
Mam pewność, że robisz to co lubisz, ciągle się rozwijasz i otaczasz się wspaniałymi osobami. Jestem ciekawa, czy spełniłaś swoje marzenia o kamienicy z wysokimi sufitami, ogromnej garderobie, sypialni z najmiększym łóżkiem na świecie. Z psem czekającym na twój powrót z pracy, z kotem leniuchującym zimą na kaloryferze i oczywiście z kochającym mężem przy boku.
Joanno z przyszłości, życzę Ci, żebyś nigdy się nie zmieniła  i zawsze pozostała tą samą uśmiechniętą dziewczyną, którą znam teraz. Otwórz się na innych ludzi i nie daj się stresowi!


Taki list mam w liczbie dwóch sztuk - jeden tutaj, publiczny, dostępny dla was, a drugi wydrukowany i schowany w szafce, na wypadek gdybym kiedyś usunęła bloga. Uważam, że taka wiadomość do siebie z przyszłości to wspaniały pomysł. Możemy tutaj opisać wszystko - aktualne problemy, marzenia, plany na przyszłość. Wszystko, co chcielibyśmy sobie przypomnieć za parę lat!

Gorąco was zapraszam do napisania samemu takiego listu i opublikowania go na blogu. Jeżeli skłonicie się ku takiemu pomysłowi, proszę zostawcie linka w komentarzu - chętnie poczytam!

Pozdrawiam,
Rose ♥
2

niedziela, 20 listopada 2016

Moja świąteczna zachciewajka.


Ostatnio wspominałam wam, że nieubłaganie zbliża się zima, a wraz z nią Boże Narodzenie. Telewizja już teraz zasypuje nas świątecznymi reklamami, a galerie handlowe zaczynają mienić się tysiącem kolorowych dekoracji. Lubię ten czas - przystrojone lampkami i tematycznymi dekoracjami otoczenie bardzo pozytywnie na mnie wpływa, bo dobrze mi się kojarzy - ze świętami, a więc z czasem spędzonym w gronie najbliższych. Boże Narodzenie to także czas prezentów, a jakby inaczej. Każdy lubi być obdarowywany, szczególnie jeżeli wie, że taki podarunek i życzenia z nim składane są szczere. W tym poście przygotowałam listę rzeczy, które chcę albo dostać, albo kupić sobie po świętach. Są to moje zachciewajki, które od dawna "za mną chodziły", a jakoś nigdy nie było okazji żeby je kupić. 

1. Paletka Naked 3 lub czekoladka od Too Faced.
Naked kusi mnie różowo-złotymi odcieniami nude, a czekolada zapachem oraz trochę lepszą pigmentacją. Sama nie wiem na którą bym się zdecydowała, nie mniej jednak obie bardzo mi się podobają.

2.Zestaw pędzli Zoeva.
Pędzle w kolorze rose-gold - coś pięknego, idealnie wykonane, mięciutkie niczym futerko kotka, pięknie współpracują z produktem. Chcę je już od dawna, ale jakoś zawsze kiedy akurat mam pieniądze wylatują mi z głowy. Meh...

3.Pióro Parker IM
Po tym jak zepsułam dwa pod rząd zmuszona jestem pisać długopisem, co nie jest dla mnie najwygodniejsze. Zdecydowanie potrzebuje pióra, koniecznie z zapasową stalówką i tłoczkiem. Nie wiem jakim cudem zawsze psuje te części. 

4.Świeca (w porywach do kilku) od Yankee.
Tyle dobrego o nich czytam, a nigdy nie miałam okazji ich wypróbować. Najwyższy czas to zmienić.

5. Ładne, trwałe perfumy, niekoniecznie arcydrogie. 
Potrzebuję jakiegoś cięższego zapachu na zimę, coś eleganckiego, niezbyt mocnego, idealnego na ten okres. Sama nie wiem jeszcze jakie dokładnie miałyby to być perfumy, bo jak na razie nie mam czasu na przejście się do Sephory.


Oprócz tego na Święta Bożego Narodzenia od Dziadka Mroza życzę sobie:

1.Rodzinnego ciepła i miłości przy świątecznym stole.
2.Szczerych życzeń.
3. Ogromnej choinki.
4.Żeby przyszły rok był tak samo dobry, lub nawet lepszy niż ten.
5. I oczywiście kopy uszek i smacznego barszczu!
6.Zdania matematyki.


Czy wy macie już wybrane prezenty świąteczne? Pochwalcie się nimi w komentarzach!

Do następnego, 
Rose ♥

4

sobota, 19 listopada 2016

Jesienno-zimowe wieczory.


Zima zbliża się wielkimi krokami, za niedługo w krajobrazie miasta pojawi się wszechobecny klimat świąt, zasypie nas pierwszy śnieg. Już teraz dzień robi się coraz krótszy, a zmrok niebywale długi. Z jednej strony lubię takie długie wieczory, jest to idealna pora na relaks z kubkiem gorącej herbaty, z książką, lub w obecności osoby, którą się kocha. W takie wieczory bardzo dobrze się rozmyśla nad wszystkim tym, o czym do tej pory nie myśleliśmy - o przyszłości i teraźniejszości, o planach, o tym jak wyglądać będzie nasze życie za parę lat. Jesienne długie wieczory potrafią jednak czasem przytłoczyć, wszechobecna szarówka za oknem czasem sprawia, że mój humor sam z siebie się psuje. Tęsknię trochę za letnim słońcem, za czasem, kiedy praktycznie nie trzeba było się niczym martwić. Za wakacjami, kiedy od rana do późnej nocy można było siedzieć na polu, urządzać pikniki, odpoczywać na kocu przy zalewie. Jesień ma swoje plusy i minusy,  moim zdaniem jednak takie jesienne wieczory przydadzą się każdemu. Jest to czas tylko dla nas, nie ważne jak chcemy go wykorzystać - z drugą połówką, rozmawiając, czytając, rozmyślając przy kubku herbaty, oglądając filmy, grając w gry planszowe... Właśnie, przypomnijcie sobie kiedy ostatni raz graliście w jakąś planszówkę. Nie pamiętacie? To czemu by nie zebrać rodziny, czy grupki znajomych i nie odkurzyć starego Monopoly? Długi wieczór idealnie się do tego nadaje. A pamiętacie kiedy ostatni raz oglądaliście jakąś bajkę, lub czytaliście książkę? Czemu by nie zrobić tego teraz?


Poniżej zostawiam wam mój przepis na idealny jesienny wieczór:

Składniki:

  • Dwa duże kubki gorącej herbaty z sokiem imbirowym, cytryną i goździkami.
  • Świece zapachowe, najlepiej w tych ciężkich, typowo zimowcyh, cynamonowo-jabłkowych, lub goździkowych zapachach.
  • Jedna bliska osoba.
  • Ciepły koc i dwie puchate poduchy.
  • Jedno łóżko.
  • Ulubiony film lub bajka.
Sposób wykonania:

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać, nie zapominając uprzednio o włączeniu odpowiednio wcześniej wybranej bajki lub filmu. Herbatkę zaparzyć najlepiej w dużym dzbanku, tak, żeby nie musieć w kółko jej robić. Ułożyć się wygodnie na poduchach, opatulić się kocem. W łóżku leżeć aż do zaśnięcia. Powtarzać co kilka dni.



Pozdrawiam ♥,
Rose
3

czwartek, 17 listopada 2016

Mój codzienny makijaż.


Makeup dodaje mi pewności siebie, jednak nie jest tak, że nie mogłabym bez niego wyjść z domu. Często to robię, nie widzę w zupełności przeszkód przed pójściem gdzieś nieumalowaną. Nie mam tak, jak niektóre z dziewczyn, że boję się, że bez makijażu jestem inną osobą. Mój makeup ma tylko podkreślać moją urodę, nie przerysowywać ją karykaturalnie. Zawsze pamiętam, że bez względu na to czy w makijażu czy bez jestem tą samą osobą. Makijaż to tylko dodatek. Jego wykonywanie sprawia mi przyjemność, nie jest to dla mnie żadnym utrapieniem. Z resztą, gdyby było, to bym już dawno się nie malowała, bo kiedy coś mi nie odpowiada, przeszkadza, to po prostu tego nie robię.
Mój codzienny makijaż odbywa się według pewnego schematu, który chcę dzisiaj wam przedstawić.

1. Zaraz po przebudzeniu myję twarz żelem nawilżającym z Yves Rocher. Zaraz później tonizuję twarz, do tego celu również używam produktu z tej firmy o jakże wielkiej pojemności (prawie 400ml). Zielony tonik idealnie matuje i oczyszcza, po jego użyciu skóra robi się mięciutka i taka gładka.


2. Następnym krokiem jest krem pod makijaż. Aktualnie używam Ziaja Nuno, który oprócz tego, że ma redukować zmiany trądzikowe (czego nie zauważam), to doskonale pozbywa się wszelkich zaczerwienień i matuje cerę na dłuuuugo dłuuuugo. Trzeba go jednak stosować z umiarem, kropeczka wystarczy na całą twarz!


3. Później nakładam zielony korektor tam, gdzie pozostały mi jeszcze jakieś zaczerwienienia. Teraz używam czwórki z lovely, która nie jest zbyt genialna, bo korektory nie są przyjemnie masełkowate, tylko dość zbite i gęste, jednak nie można im zarzucić tego, że nie kryją - bo robią to bardzo dobrze. Mały minus za rozprowadzanie.


4. Dalej oczywiście moją ukochaną, wysłużoną już trochę gąbeczką Beauty Blender nakładam podkład, testuję właśnie True Match, który bardzo ładnie matuje, ma ciekawy, żółty i jasny odcień. Nie do końca jednak jestem przekonana do drobinek rozświetlających. Średnio widzi mi się połączenie matu z drobinkami. Potestujemy - zobaczymy.


5. Po podkładzie nakładam korektor pod oczy, kiedyś był to płynny kamuflaż Catrice, ale teraz przerzuciłam się na Astor Perfect Stay, z czego jestem bardzo zadowolona. Jest idealnie jaśniutki, nie ciemnieje (co miało miejsce w przypadku Catrice) i ładnie kryje cienie pod oczami (które niestety mam dość spore, bo notorycznie się nie wysypiam).


6. Wszystko ładnie przypudrowuję pudrem ryżowym. Na przemian używam tego z Paese i Ecocery, nie widzę między nimi żadnej różnicy, oprócz tej, że Paese dostać mogę stacjonarnie, niestety w wyższej cenie, a Ecocerę taniej, ale za to tylko online. Oba matują równie genialnie i idealnie nadają się do tłustej cery.


7. Kiedy twarz jest już w stu procentach przygotowana zabieram się za brwi - nieodłączny element mojego makijażu. Najpierw zarysowuję ich kształt pomadą do brwi Inglot, a później wypełniam cieniem Bell, który kiedyś upolowałam w biedronce. Ma idealny kolor i świetnie się rozprowadza, nie wiem tylko co zrobię, kiedy w końcu się skończy, bo niestety są już niedostępne. A szkoda. Całość zabezpieczam żelem / maskarą do brwi z wibo, a przed tym wyczesuję nadmiar produktów.


8. Po brwiach pora na oczy. Po nałożeniu jednej z dwóch ulubionych baz pod cienie: Essence I love stage, lub Wibo Base wybieram jedną z moich paletek i szaleję. Kombinacje są dowolne, ale wszystkie utrzymane w tonacjach nude lub rose-nude.


9. Przed nałożeniem tuszu używam odżywki z Eveline jako bazy. Moje ulubione maskary do rzęs to te od Max Factor z serii 2000 Calories. Lubię tę podkręcającą (z czerwonymi napisami) oraz tę zwykłą, klasyczną. Ostatnio wpadł mi w łapki do przetestowania kolor bronze-brown, w którym zakochałam się po uszy.


10. Na samym końcu zajmuję się konturem twarzy. Pierwszy idzie rozświetlacz, polubiłam ostatnio paletkę Strobbing Kit od Wibo. Dwa najjaśniejsze odcienie są tak jakby dla mnie stworzone <3 Oprócz tego polecić mogę rozświetlacz Bell Hypo - idealny zamiennik Mary Lou.  Po rozświetlaczu czas na bronzer, moim ulubieńcem jest niezmiennie Kobo Sahara Sand. Genialny, zimny odcień, świetnie nadaje się do konturowania i podkreślenia kości policzkowych.













Do następnego ♥,
Rose.



12

środa, 16 listopada 2016

25 faktów o mnie!


Wybrałam 25 zupełnie przypadkowych faktów o mnie i w tym poście mam zamiar wam je przedstawić. Bardzo lubię czytać takie posty na innych blogach, bo w łatwy i szybki sposób przybliżają one czytelnikowi autora bloga.  Do dzieła:

1. Bardzo lubię herbatę, mogę ją pić litrami a i tak nigdy mi się nie znudzi.
2. Niedawno nauczyłam się pić wodę (czego wcześniej po prostu nie umiałam, bo jak powszechnie wiadomo woda smaku nijak nie ma, a wszystko co nie ma smaku mnie odrzuca), z czego jestem bardzo dumna!
3. Wchodząc do rossmanna zawsze najpierw udam się zobaczyć na półkę Wibo i Lovely, mimo, że tylko niektóre z ich kosmetyków się u mnie sprawdzają, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie wprowadzili żadnych nowości, które mogłyby mnie ominąć.
4. Lubię pisać, ale nie lubię kiedy ktoś czyta moje wypociny. Założenie bloga pomaga mi się trochę przełamać.
5. Nigdy przenigdy wcale a wcale nie chce mi się robić zdjęć, mimo tego, że umiem robić dobre ujęcia i kiedyś się tym bardzo interesowałam (ale w teorii, bo jak wiadomo - nie chcieć to nie móc).
6. Matematyka to zło najgorsze i za żadne skarby nie wchodzi mi do głowy. Tak jak z innymi przedmiotami nie mam problemu, matematyka to jakieś przekleństwo. Mam wrażenie, że została stworzona, żeby uprzykrzać mi życie. 
7. Czekolada pod każdą postacią to moja druga miłość <3
8. Mam kota, zawsze chciałam mieć psa/chomika/rybki/królika/żabę/dowolnezwierze (zakreśl odpowiednie, zależnie od danego momentu życia)
9. Grafiką komputerową interesuję się od czwartej klasy podstawówki. Wszystko za sprawą... gry przeglądarkowej Stardoll. Zna ktoś może jeszcze jakiś działający magazyn i może podlinkować? :')
10. Gram w gry. Gry przeróżne. Gry głupie i zjadające mój cenny czas. Gry są złe, zniszcz... Czy ktoś pamięta Postal 2?
11. Nauka przychodzi mi łatwo, bo zapamiętanie definicji i słówek nie zajmuje mi więcej niż 15 minut. No chyba, że chodzi o matematykę, patrz punkt 6.
12. Często oglądam głupie seriale telewizyjne typu "Szkoła", "Szpital", "Ukryta Prawda". Daję się wciągnąć również programom typu "Projekt Lady", czy "Top Model". Telewizja też jest zła...
13. Oceniam wszystkich z góry i zawsze zakładam że nowo poznana osoba mnie nie polubi ze względu na mój charakter / wygląd / ton głosu (wybierz jedno, lub więcej). Dlatego znowu założenie bloga jest bardzo pomocne w przełamaniu się i zmienieniu mojego myślenia.
14. W pisaniu bloga dzielnie wspiera mnie mój chłopak, któremu chyba trochę bardziej zależy na tym niż mi.
15. Wiem gdzie znajduje się każda, każdusieńka drogeria i mini-drogeryjka w Krakowie. Czy to już uzależnienie? Znam też mniej-więcej asortyment każdej z nich i wiem gdzie jaką markę można dostać. Tak, to już uzależnienie.
16. Kiedy przytłacza mnie nadmiar rzeczy, ubrań, butów, kosmetyków po prostu bez zawahania wyrzucam większość z nich. Oczyszczanie swojego otoczenia poprawia samopoczucie.
17. Nienawidzę bałaganu, mam dużą tendencję do jego robienia, dlatego też zawsze staram się pilnować co gdzie odkładam i dbam o regularność w sprzątaniu i układaniu rzeczy. Kiedy jednak zbiera się ich nadmiar... patrz punkt 16.
18. Świece zapachowe, moje niespełnione marzenia. Nigdy jakoś nie mam okazji żeby kupić sobie jedną... A szkoda.
19. Jedyny kwiatek jaki wytrzymuje u mnie w pokoju to sztuczny z Ikei (podobno się nie odmienia, ale głupio brzmi z Ikea). Zapominam o podlewaniu tych żywych, a jak już to zrobię, to zawsze przeleję. Ups.
20. Lubię piec, ale nie umiem nastawiać piekarnika. Mama kiedyś pourywała guziki i teraz jest ciężko.
21. Mam tatuaż na prawej ręce, bardzo mi się podoba, ale nie wiem czy zdecydowałabym się na więcej. Nie ze względu na ból czy cenę... Po prostu co za dużo, to nie zdrowo. Prawda?
22. YouTube to moje uzależnienie. Codzienna dawka filmików to min. 30.
23. Bardzo dobrze znam Angielski, staram się codziennie używać tego języka (stąd ta ilość filmów w punkcie 22), stale poszerzać słownictwo i dbać o poprawną gramatykę. Czasem przyłapuję się na tym, że myślę po Angielsku. Zdarza mi się też mówiąc po polsku zastępować niektóre słowa ich angielskimi, prostszymi odpowiednikami.
24. Pogoda na polu nigdy nie będzie dla mnie idealna. Zawsze jest za zimno, lub za ciepło. Zbyt ponuro lub zbyt słonecznie. I tak w kółko i w kółko...
25. Pieniądze się mnie nie trzymają. Po prostu. Jak już są, to ciążą mi na serduszku (i kieszeni) tak bardzo, że jeszcze tego samego dnia pędzę je wydać. Nie umiem na nic uzbierać. No trudno. Kiedyś się nauczę, obiecuję.

Do następnego ♥,
Rose.
2

Ratunku, jesień! | Jesienna pielęgnacja



Jesień to najgorszy możliwy czas dla mnie, przytłaczają mnie częste zmiany pogody ze słonecznej na deszczową, z deszczowej na słoneczną i tak w kółko. Kiedy dochodzą do tego pierwsze przymrozki ja zupełnie odpadam. Na tę porę roku źle reaguje również mój organizm, zimno szczypie w przesuszone policzki i nos, sprawia, że pękają dłonie, niekorzystnie działa na paznokcie i włosy. Do tego jeszcze dochodzi ogrzewanie w mieszkaniu - masakra gwarantowana. Wypracowałam sobie własny sposób aby nie dać się jesiennej aurze i zmianom. 

1. Samopoczucie:
Rano staram się zadbać o to, żeby zwlec się z łóżka z uśmiechem na twarzy. Trudno jest wstać, kiedy na polu jest jeszcze całkiem ciemno (5:30). Jednak kiedy założę sobie, że ten dzień będzie wspaniały i czekają mnie same sukcesy w szkole idzie mi lepiej. Dobudzam się kubkiem gorącej herbaty, łykam witaminę D (której w okresie jesienno-zimowym mamy mniej), a wszystkiemu towarzyszy muzyka. Dobrym wyjściem na ciężkie poranki jest organizacja i planowanie, dobrze jest pomyśleć co chcemy założyć na siebie następnego dnia oraz jaki makijaż chcemy wykonać, tak, żeby nie musieć się tym przejmować rankiem, a przez to nie marnować czasu, w którym moglibyśmy np jeszcze pospać. Warto również odrobić wieczorem wszystkie lekcje, a w łóżku przed snem poświęcić 15 minut na naukę. To bardzo pomaga, ponieważ rano wstajemy ze świadomością, że wszystko mamy z głowy i jesteśmy gotowi na kolejny dzień pełen wrażeń.

2. Twarz:
Codziennie noszę makijaż, jesienią używam cięższych podkładów, które nie tylko lepiej kryją (w tym okresie wychodzi mi zdecydowanie więcej zmian trądzikowych na twarzy), ale również chronią w pewnym stopniu przed zimnem i wiatrem. Kiedy muszę wyjść bez makijażu zawsze nakładam tłusty krem na buzię. 
Moja skóra w tym okresie zdecydowanie potrzebuje porządnej dawki nawilżenia, dlatego też trzy razy w tygodniu nakładam niebieską maseczkę z rossmanna, której cena nie przekracza jakichś 3 złotych. Jest to mój kosmetyk do zadań specjalnych, który idealnie regeneruje cerę, nawilża i koi. Jest bardzo wydajna, bo za 3 zł otrzymujemy dwie maseczki, z czego jedna taka wystarcza na trzy aplikacje. Stosuję ją w taki sposób, że pierwszego dnia nakładam bardzo grubą warstwę, a przez kolejne dwa cieniutkie. Działa idealnie!


3. Usta i oczy:
Jesienią staram się unikać matowych pomadek i dbam o odpowiednie zabezpieczenie ust. Bardzo lubię pomadki ochronne Carmex jak i tańszą i równie dobrą zwykłą wazelinę. Pamiętam, aby usta smarować rano i wieczorem czymś nawilżającym i regenerującym, a przed każdym wyjściem używam pomadek ochronnych. Zimy wiatr daje się we znaki również oczom, dla ich ukojenia stosuję, sama nie wiem jak to nazwać, okłady (?) z herbaty. Po prostu kładę nasączone herbatą waciki kosmetyczne na oczach i trzymam tak przez 5-10 minut.

4. Dłonie i paznokcie:
Pękające dłonie to jedno, ale suche i łamliwe paznokcie? Tak, to też wpływ jesieni. Przed każdym wyjściem ręce smaruję tłustym kremem, w ciągu dnia aplikuję lekki balsam (bardzo lubię ten aloesowy z Isany). Wieczorem sięgam po dodatkową porcję nawilżenia i obficie smaruję dłonie balsamem do ciała, który zawiera 5.5% mocznika (również Isana). Moje paznokcie jesienią są nie do zniesienia, pękają, rozdwajają się, a lakier odchodzi od nich płatami. Z tego też powodu staram się unikać malowania ich, a skupiam się bardziej na regeneracji. Bardzo lubię serum miodowe z Wibo, które nie tylko nawilża, ale i odżywia paznokcie. Stosuję je (również na skórki) grubą warstwą na noc, a w ciągu dnia cieniutką wmasowuję.



5. Stopy:
To, że ich nie widać tą porą roku, nie oznacza, że nie powinnyśmy o nie dbać. Wręcz odwrotnie! Zawsze pamiętam o regularnym peelingu ( 1-2 razy w tygodniu) i cowieczornym kremowaniu. Kiedy kładę się do snu na stopy nakładam grubą warstwę kremu oliwkowego z Ziaji (tego przeznaczonego do twarzy, a co!). Doskonale nawilża, pięknie pachnie, a do tego jest tani jak barszcz i starcza na długo. Później zakładam bawełniane skarpetki i udaję się do snu.

6. Reszta ciała:
Jak udało się wywnioskować z wcześniejszych punktów, nawilżanie i odżywianie jest kluczem do jesienno-zimowego sukcesu. Nie inaczej ma się to w przypadku nóg, rąk czy miejsc szczególnie narażonych na przesuszenie jak np. kolana czy łokcie. Wieczorem stosuję balsam z Isany (ten sam, co do rąk z 5.5% mocznika). Efekt jest fenomenalny! Za niecałe 8 złotych dostajemy porządną dawkę nawilżenia.


Czy wasz organizm również w podobny sposób znosi jesienno-zimową aurę?

Do następnego ♥,
Rose.
2

wtorek, 15 listopada 2016

Początki bywają... dość łatwe.


No cześć! 

Pomysł, żeby założyć własnego bloga przyszedł mi do głowy dość niespodziewanie. Pewnego popołudnia po prostu usiadłam przy komputerze, znalazłam ładny szablon, wymyśliłam nazwę.... i już. Poszło. Teraz czas na określenie się czego ja w ogóle chcę od mojego miejsca w sieci. 
Początkowym pomysłem było prowadzenie bloga kosmetycznego, recenzje, testy, nowinki, wyłapywanie perełek na promocji. Ale to chyba jednak nie do końca to. Chcę zająć się czymś jeszcze, zdecydowanie opiszę tutaj też swoje życie. Bardzo lubię czytać podobne blogi, mam nadzieję również, że mój przypadnie wam do gustu. Liczę na to, że zdobędę kilku, może kilkunastu stałych czytelników, którzy chętnie czytać będą moje wypociny.

W pierwszym poście wypadałoby napisać coś o sobie, prawda? Nigdy nie lubię tego robić, trudno jest opisać samego siebie - przynajmniej ja odnoszę takie wrażenie...
Na imię mam Joanna, Joasia, Asia - jak kto woli - jednak tutaj wolę używać nazwy Rose. Wychodzę na pole, poganiam ludzi mówiąc "chodźże", a kiedy mi się nie chce to zamiast "się" używam "se" - jestem z Krakowa, z czego niezmiernie się cieszę. Bo to miasto ma w sobie coś, czego nie ma żadne inne... Nie umiem określić co, po prostu bardzo mi się ono podoba pod każdym względem. W chwili kiedy piszę ten post mam 16 lat, nie za dużo, nie za mało, myślę, że w sam raz. Interesuję się technologią i informatyką. Uczę się w kierunku grafik komputerowy i moją przyszłość wiążę z tym zawodem. Bardzo lubię ludzi kreatywnych, którzy bawią się sztuką, formą, kolorem. Oprócz tego uwielbiam makijaż i bardzo chętnie testuje nowe kosmetyki oraz trendy. Bardzo chętnie uczę się języków, w przyszłości chciałabym umieć posługiwać się co najmniej trzema w stopniu biegłym. Jak każda nastolatka lubię czytać książki, spędzać czas na zakupach, oglądać bajki Disneya (które ogląda każdy i nigdy nikt nie jest na nie za stary), marnować czas na portalach społecznościowych. 

To chyba tyle tytułem wstępu, bardzo gorąco zapraszam was do czytania mojego bloga, gdzie zawsze będę starała się zamieszczać jak najbardziej dopracowane i ciekawe posty. W razie jakichkolwiek pytań proszę piszcie je w komentarzach.

Do następnego ♥,
Rose.



0
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.