sobota, 31 grudnia 2016

2017


Kurcze, ale ten rok szybko minął! Pamiętam zeszłego sylwestra, wydaje się, że było to tak niedawno, a to już okrągłe 365 dni! Woah! Ależ ten czas leci..
Przed napisaniem tego posta usiadłam sobie wygodnie z kubkiem herbaty i zapisałam wszystko, co udało mi się zrobić w 2016:


czwartek, 29 grudnia 2016

Nieoficjalny prezent od Dziadka Mroza.


U mnie w rodzinie nie praktykuje się dawania prezentów na wigilię, w zamian za to dostajemy podarunki na mikołaja. Jednak w tym roku dziadek mróz nieco mnie zaskoczył i dostałam od niego pod choinkę nowy telefon - Huawei P9 lite.


poniedziałek, 26 grudnia 2016

Mój makijaż na wigilię.


Hej!
W świątecznym szale zapomniałam wam napisać o moim makijażu na wigilię. W tym roku ubrałam czerwoną sukienkę, do której skomponowałam czarne dodatki. Włosy, jak zwykle na jakieś eleganckie okazje planowałam spiąć w francuskiego koka. Jednak postanowiłam wypróbować nową lokówko-prostownicę, więc w rezultacie na głowie wyszło mi coś inspirowane klasycznymi fryzurami z lat czterdziestych. Od paru dobrych lat nie zmieniłam mojego stroju na wigilię. Zawsze jest tak samo: czerwono-czarno ze złotą biżuterią. Z makijażem za to staram się zawsze coś pokombinować, mimo, że co wigilię utrzymany jest on w  podobnej kolorystyce. 

1.Pod makijaż nałożyłam serum różane z Bielendy, a na nie zielony krem Ziaja. Kiedy wszystko się wchłonęło zastosowałam bazę matującą (tak aby ograniczyć naturalne świecenie się twarzy, bo cera i tak będzie bardzo rozświetlona) od Bell Hypo. bardzo ją lubię, bo świetnie matuje i przedłuża trwałość makijażu.


2. Wybrałam True Match, który posiada mnóstwo mikroskopijnych drobinek, które idealnie odbijają światło. Na co dzień ten podkład mi nie spasował, ale na takie właśnie wyjścia jest super! Całość przypudrowałam pudrem matująco-rozświetlającym Astor anti-shine.


3. W makijażu brwi postawiłam na ulubieńców. Kontur zarysowałam pomadą z Inglota nr 16, a całość wypełniłam cieniem Bell z biedrony. Brwi utrwaliłam żelem z Wibo, dzięki czemu miałam pewność, że żaden niesforny włosek mi nie ucieknie :)


4.Po nałożeniu rozświetlającej bazy Wibo na powieki nałożyłam złoty cień od Catrice, stosując metodę "na mokro". W zewnętrznych i zewnętrznych kącikach oczu, a także na dolnej powiece roztarłam brązowy cień z czekoladki od Too faced. Rzęsy wytuszowałam maskarą 2000 calories od Max Factor.


5. Kości policzkowe mocno zaznaczyłam moim ulubionym bronzerem z Kobo, a na ich szczyty nałożyłam pomieszane dwa odcienie rozświetlaczy z paletki Wibo Strobbing kit. Złoty odcień rozświetlacza idealnie dopasował się do cienia na oczach.


6. Makijaż domknęłam czerwoną pomadką z Makeup Revolution. Całość spsikałam fixerem z Bielendy, dzięki któremu byłam pewna, że makijaż będzie nienaganny cały wieczór.







Bardzo podobał mi się wigilijny makijaż, idealnie wpisywał się w klimat świąt. Dodatkowo wszyściutkie kosmetyki świetnie się spisały :) Proszę nie krzyczeć za snapchatowego "pieseła" na zdjęciu, to jedyne jakie mam :P


Pozdrawiam,
Rose♥

sobota, 24 grudnia 2016

Wigilia.


Od ostatnich tygodni na blogach huczało o nadchodzących świętach. Był blogmas, było wiele świątecznych DIY, były też przepisy na wigilijne dania i ciasta, pomysły na prezenty, wspominki z dzieciństwa i wiele innych... Słowem: wszyscy nie mogli doczekać się świąt! I w końcu mamy 24 grudnia - Wigilię.

Nie robimy wigilii w domu, bo cała rodzina spotyka się wspólnie u babci. Mam z jej domem wiele cudownych wspomnień, bo tam się wychowałam. Od zawsze w wigilię wspólnie z kuzynką ubieramy choinkę, obowiązkowo żywą. Wiszą na niej nie tylko bombki i łańcuchy kupowane w sklepie, są też cukierki na nitce, lizaki, orzechy zawinięte w sreberka i ręcznie robione ozdoby. Ta choinka jest bardzo tradycyjna, zupełnie inna niż ta, którą mamy u siebie w domu.

U nas w rodzinie nie ma tradycji dawania prezentów pod choinkę - wigilia to dla nas cudowny czas, kiedy wszyscy jesteśmy razem i cieszymy się sobą na wzajem, a nie myślimy o tym, co kto dostanie. Mogę wam jednak zdradzić, że Dziadek Mróz zrobił mały wyjątek i przyniósł mi nieoficjalny podarunek. :)

Moja babcia gotuje najlepiej na świecie! Żadna zupa tego świata nie może równać się z jej barszczem oraz ręcznie lepionymi uszkami. Jest też makaron z makiem, kutia, pierogi, ryba... wszystko robione według tradycyjnych przepisów.  Mniam!

Mam nadzieję, że wasza wigilia była dla was tak samo wspaniała, jak moja dla mnie!

Pozdrawiam ciepło,
Rose♥

piątek, 23 grudnia 2016

Grudniowe makijażowanie - przegląd kosmetyków.





Hej♥.
W tym poście chce pokazać wam czego używałam do codziennego makijażu w grudniu. Jak wiadomo, kobieta zmienną jest, więc musiałam wymienić część kosmetyków o których ostatnio pisałam na coś innego, tak żeby nie popaść w rutynę. Kilka produktów testowałam już wcześniej, a niektóre to zupełne nowości. Skoro mam wielką kolekcje kosmetyków i stale ją powiększam, to muszę używać każdego po trochu, prawda? Bo przecież nikt nie lubi popadać w zbytnią rutynę, bo jak wiadomo -  rutyna zabija. 

Pod makijaż stosowałam krem matujący od under20, sięgnęłam po niego kiedyś w Rossmannie i tak sobie leżał w szafce aż do tego miesiąca. Jestem z niego na prawdę zadowolona, matuje na długo i ma piękny, truskawkowy zapach. Do aplikacji podkładu zamiast Beauty Blendera używałam gąbeczki firmy Donegal. Różni się ona od BB tym, że jest bardziej zbita i twardsza (jej fakturę możecie zobaczyć na zdjęciu na górze posta). Nie przeszkadza mi to jednak, bo aplikacja kosmetyku jest tak samo łatwa jak za pomocą Beauty Blendera, a wykończenie równie nieskazitelne. 



True Match wymieniłam na krem bb z tej samej firmy, co krem matujący. Od dawna jest to mój ulubieniec, którego często jednak zdradzam z innymi produktami, ale zawsze do niego wracam. Szczególnie w grudniu, bo tłusta formuła tego kremu idealnie nadaje się na zimowe mrozy. Jego plusy to jaśniutki beżowy kolor, który nie utlenia się w ciągu dnia i na prawdę duże krycie. Jego mały minus to fakt, ze on wcale nie matuje, a wręcz przeciwnie - daje na buzi takie "mokre" wykończenie. Żeby zniwelować świecenie się po powyższym kremie muszę go czymś zmatowić. Testowałam go dawno z wieloma pudrami (w tym z ryżowym), ale okropnie się ważył. Wtedy udało mi się odnaleźć jedyny produkt, który współpracował z tym kremem - Astor Anti-Shine i używałam sobie tego duetu długo długo. Jednak dzięki blogowi jednej z was LINK dowiedziałam się, ze under twenty wypuściło swój własny puder. Okazało się, że ten produkt idealnie współgra z kremem bb. Nie waży się, matuje na długo, chodź jest to raczej efekt delikatnej satyny, przedłuża trwałość makijażu. Jestem wprost zachwycona.

Zestaw do konturowania Wibo, który jak widać jest już mocno wysłużony, chwilowo zamienił pojedyncze kosmetyki - róż, bronzer i rozświetlacz. Lubię sposób w jaki Wibo dobrało kolory do swojego produktu. Bronzer ma delikatnie biszkoptowy odcień, dzięki czemu nie rzuca się za bardzo w oczy i na policzkach daje naturalny efekt. Róż, dzięki zawartości mikro drobinek kojarzy mi się z kultowym Nars Orgasm. Rozświetlacz natomiast ma piękny kolor w odcieniu chłodnego szampana, na skórze pozostawia taflę odbijająca światło, a nie chamski brokat.


Jeżeli chodzi o oczy, to wróciłam do brązowego matu z paletki Catrice chocolate nudes, który łączyłam z połyskującymi cieniami od Sleek. Spodobały mi się takie połączenia, bo czekoladowy kolor idealnie dopasowuje się do błyszczących odcieni z paletki I-Divine.










Nie mogło zabraknąć oczywiście też prezentu od P. - czekoladki od Too Faced. "Ochy" i "achy" nad nią wylałam już w osobnym poście - KLIK.





Tak prezentował się mój makijaż przez większą część grudnia, od tamtej pory znów wiele się zmieniło, bo jak wiadomo - kobieta zmienną jest. Wpadło już kilka nowości, wróciłam też do innych produktów. Te które pokazałam wam w tym poście dziś już leżą sobie spokojnie w szafce i czekają, aż znowu najdzie mnie kaprys aby ich użyć. Takie jest smutne "życie" kosmetyków należących do kosmetykoholiczki...

Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
Rose♥

środa, 21 grudnia 2016

Pierniki po raz pierwszy oraz strojenie choinki.


Święta, święta... Nareszcie! U mnie w domu wszystkich ogarnął szał z nimi związany. W poniedziałek wraz z P ubieraliśmy choinkę, a nawet dwie! Jedną u jego babci, a drugą w domu, obie w końcowym efekcie wyszły wspaniale. Szkoda tylko, że są sztuczne... Na szczęście na Wigilii u mojej babci ubierać będziemy żywą. :)  Uwielbiam klimat, jaki wprowadza choinka do domu, od razu po przystrojeniu robi się tak ciepło, świątecznie i rodzinnie.


Do tej pory nigdy nie piekłam pierniczków, bo w moim domu jakoś specjalnie nie praktykuje się tej tradycji. Jednak zafascynowana ostatnim postem na jednym z blogów, postanowiłam zrobić własne, kolorowe pierniki. Nie chciałam sama robić ciasta, bo bałam się, że coś po drodze zepsuje i ciastka nie wyjdą takie, jakie być powinny. Postawiłam więc na gotowy zestaw od Dr. Oetkera, który zawierał wszystko, co potrzebne do upieczenia pierników. 


Zabawa przy pieczeniu była świetna! Pomagała mi siostra oraz P, więc śmiechom i chichom nie było końca. Po włożeniu pierników do pieca moja kuchnia wyglądała, jakby co najmniej odbyła się tam trzecia wojna światowa. Podczas pieczenia siedziałam jak na szpilkach, trzymając kciuki żeby tylko nic się nie spiekło.


Na całe szczęście pierniki wyszły nam na prawdę ładne jak na pierwszy raz, więc nie pozostało nic innego jak je polukrować i schrupać ze smakiem.


A czy u was w domach czuć już świąteczna atmosferę? A może czekacie ze wszystkim do samego końca?
Na sam koniec chcę wam wszystkim życzyć spokojnych i wesołych świąt, spędzonych w ciepłej oraz rodzinnej atmosferze.

Pozdrawiam serdecznie,
Rose♥

niedziela, 18 grudnia 2016

Różowe pędzelki do makijażu z Allegro.


Sprawiłam sobie pędzelki, nie byle jakie bo różowe, z pięknymi skuwkami w kolorze rosegold. I tylko zdawały mi się jakoś dziwnie znajome... Nie trudno zauważyć, że mocno "inspirowane" są klasykami od firmy Zoeva. Że ja głupia na to nie wpadłam wcześniej! No cóż, kolor chyba  zamydlił mi oczy i przestałam trzeźwo myśleć.

Nie mniej jednak skończyłam z pięknymi, chińskimi pędzelkami "inspirowanymi" Zoevą. Okay. Skoro już je mam,  i ba - dostałam je w prezencie od papy (którego poprosiłam o zamówienie ich, a okazało się, że nawet za nie zapłacił) wypada je przetestować. Dodam jeszcze, że kupiłam je w celu ich normalnego użytkowania, a nie testu a'la "chińska Zoeva z allegro - porównanie"


Pędzelki oczarowały mnie swoim kolorem, no spójrzcie. Czyż nie są one wspaniałe? Różowe, ze skuwkami w kolorze rosegold - wyglądają jak moja wizytówka. Zestaw składa się z 12 pędzli, każdy przeznaczony jest do innego zadania. I tak mamy tutaj:
1. Pędzel do korektora
2. Pędzel do blendowania
3. Pędzel do podkładu
4. Długi pędzel do cieni
5. Pędzelek do rozcierania/smużenia cieni
6. Pędzel do Smokey Eye
7. Pędzel do podkreślania i modelowania kształtu brwi
8. Pędzelek do ust
9. Gładki, płaski pędzelek do eyelinera w żelu lub w kremie
10. Pędzelek do brwi
11. Pędzelek do konturowania
12 .Pędzelek do nakładania cieni w kącikach


Pędzelki są puchate niczym futerko mojego kotka. Serio. Są tak milusie, że chciałoby się nimi kiziać-miziać po buzi cały dzień. Wyjątkiem jest jeden pędzel do blendowania, który jest nieco twardszy, ale nie kłuje w powiekę. Ogólne wykonanie produktów jest bardzo dobre, poszczególne części każdego pędzla są ze sobą stabilnie sklejone. Trzonek nie odkleja się od skuwki ani też nie kiwa się na boki. Włosie również pozostaje na swoim miejscu i o dziwo nie wypada przy myciu, a nawet i przy brutalnym szorowaniu (czasem bywa i tak, bo niektóre cienie zejść z białego włosa za żadne skarby nie chcą).


Po pierwszym użyciu całego zestawu stwierdzam, że pędzelki są jak najbardziej na plus. Makijaż wykonuje się nimi łatwo i przyjemnie. Nic nie kłuje, włosie nie wypada przy myciu, ani przy użytkowaniu. Wiadomo, że nie jest to jakość Zoevy, której i tak nie chciałam. Szukałam tanich chińskich pędzli i takie dostałam. Zachcianka spełniona? Spełniona! 
Więc nie zniechęcając się tym, że to podr... "inspiracja" klasyką od Zoevy i tak zamierzam ich używać. Tym bardziej, że ostatnio powiększyła się rodzina moich paletek do makijażu i pędzelków do oczu po prostu zaczęło mi brakować.

Pozdrawiam serdecznie,
Rose♥

środa, 14 grudnia 2016

15 ulubionych kosmetyków, do których zawsze wracam.


Uwielbiam testować nowe produkty, jednak mam kilka dobrych i sprawdzonych, które czasem odstawiam na chwilkę, jednak po jakimś czasie zawsze do nich wracam. Są to niezbędnicy, bez których nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji i makijażu. 


1. Zielony tonik z Yves Rocher. 
Jego zadanie to oczyszczanie i matowienie, swoją zadanie spełnia w stu procentach. Używam go rano zaraz po umyciu twarzy.





2. Dwufazowy płyn do demakujażu Nivea. 
Jedyny (no prawie) produkt, który nie podrażnia moich oczu przy zmywaniu makijażu. Nie szczypie, nie powoduje zaczerwienienia ani efektu "mgły". Drugim takim produktem jest dwufazówka z Yves Rocher, obu stosuje naprzemiennie i chyba nigdy mi się nie znudzą.


3. Balsam Isana z 5.5 procenta mocznika. 
Idealny do każdej części ciała, używam go po depilacji nóg, do nawilżenia dłoni, skóry dekoltu, stóp. Irytuje mnie tylko jego zapach, który jest bardzo apteczny, czasem trudny do zniesienia. Wciąż nie znalazłam zamiennika, który byłby równie dobry jak ten balsam. No cóż...



4. Olejek Rycynowy.
Szkoda mi pieniędzy na te wszystkie odżywki, które z moimi rzęsami i tak nic nie zrobią. Same w sobie są dość długie, mocno czarne, grube i podkręcone. Ja potrzebuje jedynie czegoś, co je wzmocni tak, żeby nie wypadały przy demakijażu. Olejek rycynowy stosowany co wieczór idealnie się do tego celu nadaje. Po zmyciu makijażu na płatku nie zostaje ani jedna rzęska.

5. Niebieska maseczka nawilżająca z Isany.
Świetnie nawilża, jest tania i dostępna w każdym rossmannie - czego chcieć więcej?




6. Zielony krem Ziaja Med na trądzik.
Nie wysusza, lekko nawilża, likwiduje zaczerwienienia, w pewnym stopniu zmniejsza zmiany trądzikowe. Stosunek ceny do jakości - świetny!


7. Podkład matujący Bell Hypo.
W połączeniu z pudrem ryżowym matuje na cały dzień (osobno u mnie wytrzymuje jakieś 4-5 godzin, co przy takiej cerze jest świetnym wynikiem). Ma piękny, żółto-beżowy kolor, nie ściera się z nosa, policzków, czy czoła. Współpracuje ze wszystkimi pudrami, bronzerami, rozświetlaczami i różami jakie miałam okazję testować. Nigdy nie zrobił mi żadnej przykrej niespodzianki w postaci np. zważenia się.

8. Baza pod cienie z Wibo.
Produkt dzięki któremu mogę zapomnieć o znikających i rolujących się na powiekach cieniach. Baza podbija również kolor, co jest dużym plusem.


9. Maskary Max Factor 2000 Calories.
Podkręcająca, pogrubiająca i wodoodporna - wszystkie są tak samo dobre. Czarna wersja jest intensywna, nie blaknie, a kolor black brown to moja nowa miłość! Jest świetnie wyważonym odcieniem brązu - wciąż podkreśla rzęsy, bo jest ciemny, ale nie na tyle, żeby aż tak odznaczać się jak czarny tusz. Po prostu genialny, nie umiem tego inaczej opisać.

10. Żelowa kredka essence.
Dobry odcień bieli. Nie znika w ciągu dnia. Odporna na łzy i tarcie chusteczką. - trzy cechy idealnej kredki na linię wodną. Gel Eyeliner od essence posiada je wszystkie.


11. Puder ryżowy Paese / Ecocera.
Matują na długi, dłuuuuugi czas. Dzięki tym pudrom zapomniałam czym jest świecenie się w ciągu dnia.



12. K-Lips od lovely w odcieniu Milky Brown.
Kolor jakby stworzony dla mnie, pomadka wytrzymuje cały dzień (z lekkimi poprawkami), jest tania, a w zestawie mamy dołączoną konturówkę.


13. Zwykła biała wazelina.
Zawsze ratuje moje usta w okresie jesienno-zimowym.


14. Spray do utrwalania makijażu od Bielendy.
Byłam do niego sceptycznie nastawiona, ale teraz, kiedy już wiem, że rzeczywiście działa i przedłuża trwałość naszego makijażu, bardzo chętnie po niego sięgam.


15. Olejek a'la arganowy (koło arganu nawet nie stał) z biedrony.
W składzie same silikony, nic więcej. Ale moje włosy go uwielbiają i tylko dzięki niemu są gładkie, sypkie i błyszczące.



A wy macie swoich ulubieńców? Piszcie!

Pozdrawiam,
Rose♥

niedziela, 11 grudnia 2016

Liebster Blog Award!


Bardzo dziękuję dziewczynom z Beauty and More za nominację do LBA. Ola i Natalia wymyśliły naprawdę ciekawe pytania. Nie spodziewałam się, że to akurat mnie wybiorą do tego wyzwania! A dla tych, którzy nigdy nie spotkali się z LBA, oto zasady:

Zadanie polega na odpowiedzi na 11 pytań wymyślonych przez osobę która nominowała Waszego bloga. Następnie należy nominować kolejne 11 blogów, poinformować je o tym i zadać swoje 11 pytań. Nie można nominować bloga, który Cię nominował a także takiego, który ma więcej niż 200 obsrewatorów. 

Nie przedłużając zbytnio - zaczynamy zabawę!

1. Co sprawiło że zajęłaś się blogowaniem?
To nuda popchnęła mnie ku myślom o założeniu bloga. Ale takim impulsem do działania był mój chłopak, bez którego zabrakłoby mi odwagi żeby to zrobić. To właśnie on nakłonił mnie do utworzenia Rose's Rose Gold Place. Potrzebowałam zajęcia na nudne, długie wieczory, ale i miejsca, gdzie mogę otworzyć się na ludzi, pisać o tym co lubię i co mnie interesuje.

2. Która część tworzenia posta jest dla Ciebie najtrudniejsza?
Najgorszy jest początek, bo to właśnie on musi być przemyślany i skomponowany w stu procentach idealnie, tak, aby zachęcić czytelnika do dalszego czytania posta. Nad nim spędzam najwięcej czasu.

3. Skoro blogujesz, uważasz że masz coś do przekazania innym. Co takiego przekazuje Twój blog i dlaczego jest on wg Ciebie wyjątkowy?
Ten blog jest dla mnie wyjątkowy, ponieważ jest zupełnie mój. Mogę zamieścić tu wszystko, co tylko zapragnę. Jest taką cząstką mnie w internecie...

4. Jaki jest twój tajny trick kosmetyczny?
Jak wam powiem to już nie będzie taki tajny noo... :P 

5. Czy Twoi znajomi wiedzą że blogujesz i jak na to reagują?
Nie, nie wiedzą. I szczerze -  nie chcę im o tym mówić. Wystarczy mi, że mój chłopak i przyjaciółka czytują mojego bloga, bo to oni są największym wsparciem i motywacją do działania. 

6. Ile czasu zajmuje Ci utworzenie notki?
Samo napisanie posta około godziny, ale zdjęcia to już wyższa jazda. Najpierw muszę załapać się na dobre światło, o co teraz trudno, bo zimą dzień jest króciutki. Potem przygotowuję kadr, wykonuję samo zdjęcie, a dzięki chmurze Dropbox automatycznie przerzuca się ono do komputera. Przeglądam dokładnie wszystkie fotografie, po czym wybieram tylko te, które wyszły na tyle dobrze, że można je tu pokazać. Na sam koniec wrzucam wszystko do Photoshopa i retuszuję - poprawiam kolory, światło, kontrast, nadaję odpowiedni rozmiar. To zajmuje już więcej, czasem po kilka dni, bo staram się nie robić nic na siłę. Jeżeli wiem, że światło już jest kompletnie beznadziejne, to czekam do następnego ranka. A jeśli nie mam czasu na retuszowanie zdjęć, to nie robię nic w pośpiechu. Staram się to odłożyć na taki dzień, żebym mogła się porządnie do tego przyłożyć.

7. Gdzie szukasz inspiracji do wpisów, zdjęć?
Pomysły wpadają same. W szkole, autobusie, przy obiedzie, na przystanku... Wszystko zapisuję w specjalnym "blogowym" zeszycie i staram się potem realizować.

8. Co robisz, żeby Twój blog zdobywał popularność?
Piszę od serca - bo to się dobrze czyta i samo przyciąga czytelników. Oprócz tego na bieżąco przeglądam posty w moich grupach na google + i je komentuję, tak samo z obserwowanymi blogami.

9. Jaka Twoja cecha osobowości najbardziej pomaga Ci w prowadzeniu bloga?
Myślę, że szczerość, bo to jednak jest najważniejsze. Zawsze piszę to, co naprawdę myślę, zawsze staram się niczego nie naciągać ani koloryzować. 

10. Jakie gadżety pomagają Ci w wykonywaniu zdjęć do wpisów?
Zdjęcia wykonuję zwykłym telefonem - Huawei P8. Jako tło używam białej kartki A4, czasem ustawiam też różne elementy dekoracyjne. Najważniejszym "gadżetem" moim zdaniem jest własnoręcznie wykonana blenda, która odbija światło, dzięki czemu moje zdjęcia są dość dobrej jakości (przynajmniej ja tak uważam :P).

11. Twoja największa wpadka kosmetyczna?
To śmieszne, ale nigdy nic takiego mi się nie zdarzyło... nawet jak dopiero zaczynałam się malować. 
No dobra ostatnio obcięłam sobie pół brwi, ale to się nie liczy, bo stało się przez przypadek.


A oto moje 11 pytań, dla autorów następujących blogów:


  1. Dlaczego akurat wybrałaś taką nazwę dla swojego bloga? 
  2. Czy uważasz, że prowadzenie bloga zmieniło coś w twoim życiu?
  3. Co myślisz o zarabianiu na blogu?
  4. Postów o jakiej tematyce jest na twoim blogu najwięcej?
  5. Co sądzisz o kupowaniu przeróżnych gadżetów na chińskich stronach typu Alieexpress?
  6. Jaki jest twój ulubiony kosmetyk, bez którego nie mogłabyś się obejść?
  7. Ile razy dziennie sprawdzasz swojego bloga?
  8. Czy zawsze odpowiadasz na wszystkie komentarze?
  9.  Jakie blogi czytasz najchętniej?
  10. Czy jest coś, czego w prowadzeniu bloga nie lubisz? Coś, co cię czasem zniechęca, bądź irytuje.
  11. Czym dla ciebie jest twój blog?

Zapraszam serdecznie nominowanych do zabawy, ale jeżeli ktoś nie chce - spokojnie, nie obrażę się. ;) Jeżeli odpowiecie na moje pytania dajcie mi znać w komentarzach, chętnie poczytam wasze posty!


Pozdrawiam,
Rose♥

sobota, 10 grudnia 2016

Too faced chocolate bar + swatche


Mój P. ostatnio spełnił jedno z moich małych marzeń i w ramach mikołajek podarował mi czekoladkę z Too Faced. Paletka urzekła mnie swoim opakowaniem, czyż nie jest urocze? Wygląda jak tabliczka gorzkiej czekolady. Same nazwy cieni są równie słodkie - Black Forest Truffle, Marzipan, czy Hazelnut. Mniam, aż chciałoby się je schrupać! Nie wspomnę nawet o samym zapachu...

Ogólna kolorystyka Paletki jest ciekawa: od odcieni nude, poprzez zielenie, bordo, róż aż do fioletu i niebieskości. Wszystkie kolory mają idealnie dopasowaną tonację i na prawdę do siebie pasują.


Znajdziemy tu cienie połyskujące, które różnią się od siebie wykończeniem.Większość ma niewidoczne drobinki i pozostawia piękną taflę koloru.  Dwa cienie natomiast mają duże, widoczne, połyskujące drobiny, nie brokat, ale takie mieniące się tysiącem kolorów kropeczki. Cienie na oku wyglądają wspaniale, a efekt utrzymuje się cały dzień. Plus za duży cień Champagne Truffle, który jest idealnym rozświetlaczem pod łuk brwiowy i w kąciki oczu.


Mamy do dyspozycji również kilka matów, producent zadbał też o to, aby najczęściej używany - beżowy - był większy od pozostałych cieni. Kolory są żywe, nie bledną przy blendowaniu, ani nie zlewają się w jedną plamę koloru.


Cienie mają masełkowatą konsystencję, są mięciutkie i wysoko napigmentowane, pędzel nie wbija się w nie tępo, tylko nabiera idealną ilość produktu. Wszystkie cienie łatwo się ze sobą łączą, tworząc piękną chmurkę koloru. 


Paletka ma jedną małą wadę, która zupełnie nie przeszkadza mi w używaniu jej. Mianowicie maty i niektóre (szczególnie te z większymi drobinkami) cienie delikatnie się osypują. Co prawda nie tak bardzo, jak w przypadku tanich paletek (np. tych z Lovely), ale jednak troszkę... Co dziwne, spod oka drobinki cienia usuwa się zaskakująco łatwo. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale na prawdę zupełnie nic się nie rozmazuje, ani nie "wczepia" w podkład. Dzięki temu osypywanie się nie jest denerwujące, bo po skończonym makijażu oczu wystarczy "zamieść" okolicę oczu puchatym pędzelkiem, co i tak zawsze robię, bez względu na to czym makijaż wykonuję. Tak jakoś się przyzwyczaiłam.


Z tej paletki jestem bardzo zadowolona, uważam, że zupełnie jest warta swojej sklepowej ceny. Można wyczarować nią setki przeróżnych makijaży na wiele okazji. Jeszcze raz chcę bardzo podziękować P. za taki wspaniały prezent. Jest jednak jedno małe ale... przez niego mam teraz chęć na więcej "czekoladek" od Too Faced. Mój portfel chyba się rozpłacze.


Pozdrawiam,
Rose♥

środa, 7 grudnia 2016

Pół roku razem.


Znacie to uczucie, kiedy ręce drżą a serce wali jak szalone na samą myśl o drugiej osobie? Te niepewność, nieporadność w jej towarzystwie? Każdy gest i każde słowo jest wtedy dokładnie przemyślane, boimy się, że coś zepsujemy.
Poznaliśmy się w szkole, szybko wpadliśmy sobie w oko, ale praktycznie przez cały rok się do siebie nie odzywalismy. Brakowało czasu, a może bardziej odwagi.  W wakacje wszystko się zmieniło, bo od rana do wieczora spędzaliśmy czas razem. Może to i śmieszne, ale zaczęło się od gry komputerowej, a później codziennie wychodziliśmy gdzieś. Na pole, na lody, do kina, do zoo - wszędzie, gdzie ja miałam ochotę. P. zawsze dbal o to, zeby to właśnie mi się podobało. Prawie się nie znaliśmy, a rozmawiało nam się tak dobrze, jakbyśmy byli przyjaciółmi od dawna. To cudowne, że można znaleźć drugą osobę, która zawsze cię rozumie, wysłucha, stara się ci pomóc kiedy tego potrzebujesz.  
Dziś już jesteśmy razem dokładnie od pół roku. Każdy jeden dzień spędzamy razem, wspólnie robimy wszystko. Nie mogę uwierzyć jak ten czas szybko płynie, bo dopiero był lipiec, a my siedzieliśmy razem na ławce w parku, chowając sie przed letnim słońcem. Tam pierwszy raz powiedzieliśmy sobie "kocham cię". 
Szukanie drugiej połówki na siłę nic nie da, jeżeli jesteście sobe pisani, to kiedys przez przypadek na siebie wpadniecie.

Pozdrawiam was i życzę wszystkim dużo miłości,
Rose💜

wtorek, 6 grudnia 2016

Mikołajki!


Z mikołajek wciąż cieszę się tak samo, jak wtedy, kiedy miałam 5 lat. Z niecierpliwością zawsze czekam na prezenty, które rano odnajdę koło łóżka. Mimo, że w samą postać Mikołaja nie wierzę, to wierzę za to w prezenty dawane od serca i w szczerą chęć obdarowania bliskich. Uwielbiam wybierać i tworzyć prezenty dla znajomych i rodziny. Zawsze cieszę się bardziej z tego, że podaruję coś innym, niż z tego, że sama coś dostanę. Uwielbiam klimat mikołajek, niepewność  co zobaczę rano w torebkach na prezenty, uśmiech na twarzach wszystkich ludzi i tonę mandarynek (nie ma mikołajek bez tych owoców, uwierzcie). 

W tym roku mieliśmy mikołajki klasowe, udało mi się wylosować najlepszą przyjaciółkę (co za fart!), więc kupno prezentu nie było trudne. Postawiłam na sprytny, niebieski power bank, bo O. zawsze narzeka na rozładowany telefon, dorzuciłam do tego gąbeczkę do makijażu od Donegal, maseczkę nawilżającą i książkę Ewy RLM - "Tajniki Makijażu". Oprócz tego oczywiście torebkę zasypałam mandarynkami i słodyczami. 
Mojemu P. chciałam podarować coś, co rzeczywiście się przyda. Nie chciałam kupować rzeczy banalnej, która właściwie będzie się kurzyć na półce nieużywana. Wybrałam czarny, elegancki portfel ze skóry od firmy Ochnik. Myślę, że taki prezent rzeczywiście posłuży na długo. Do tego wydrukowałam nasze wspólne zdjęcie i wstawiłam do ozdobnej ramki, którą pokazywałam w poście z czarnego piątku. Uwielbiam zdjęcia i uważam, że każdy powinien mieć choć jedno w pokoju. Standardowo w paczuszce nie mogło zabraknąć mandarynek!


Oprócz tego dla młodszego brata P. przygotowałam paczuchę ze słodyczami, kubkiem i figurką "słonika na szczęście".

Sama zostałam cudownie obdarowana! Naprawdę dziękuję za wszystkie prezenty, bo wiem, że były dawane od serca, a osoby od których je dostałam bardzo się starały aby przypadły mi do gustu.
Rano, w paczce koło łóżka chował się prezent od rodziców. Dostałam dużą świeczkę o zapachu świątecznych ciasteczek i perfumy, o których kiedyś przeczytałam na blogu jednej z was. Po opisie bardzo mi się spodobały i naprawdę chciałam je mieć. Nie wiem czy mama kupując je strzelała, czy udało jej się podpatrzeć kiedy czytałam o tych perfumach, nie mniej jednak prezent był strzałem w dziesiątkę!


P. podarował mi coś, o czym od dawna marzyłam - czekoladkę od Too Faced. Jejku jaka ona jest cudowna, i wiecie co? Rzeczywiście pachnie czekoladą, i to tak nieziemsko... aż szkoda jej używać. Jego męska intuicja podpowiedziała mu, żeby kupił tę podstawową wersję, trafił idealnie, bo to właśnie ona podoba mi się najbardziej.


Mama P. dała mi odżywkę do paznokci i top coat z firmy Vipera (do których dołączone były bloczki polerskie). W odżywce pokładam wielkie nadzieje, bo moje paznokcie wołają o pomstę do nieba. Plus za brak formaldehydu, który mnie bardzo uczula. Top coat wypróbuję kiedy moje paznokcie powrócą do stanu normalnego. Nie mniej jednak prezent bardzo mi się podoba, bo Vipera to firma z której nigdy nic nie miałam.
















Pamiętajcie, że w prezencie liczy się gest, a nie kwota, którą ktoś gotowy jest wydać. Mam nadzieję, że wy również otrzymaliście cudowne prezenty. Pochwalcie się nimi w komentarzach!

Pozdrawiam,
Rose♥